13

QUIZ

Zapraszamy do rozwiązania Quizu o były zawodniku Królewskich i reprezentacji Hiszpanii. ROZWIĄŻ QUIZ

REAL MADRYT - SPORTING LIZBONA

14.09.2016, godzina 20:45 miejsce: Estadio Santiago Bernabéu, sędzia spotkania: Tagliavento P.

Real Madryt 2:1

do przerwy
0:0
Sporting Lizbona

Morata i Cristiano ratują Królewskich

Relacje Ander @14.09.2016 | Przeczytano 1742 razy

Morata i Cristiano ratują Królewskich
Źródło: marca.com

Królewscy na otwarcie fazy grupowej Ligi Mistrzów wygrali 2:1 ze Sportingiem CP. Goście zaprezentowali bardzo mądry i dojrzały futbol i dopiero fenomenalny rzut wolny w wykonaniu Cristiano Ronaldo oraz główka Moraty w ostatnich sekundach meczu dały ekipie Zidane'a zwycięstwo.

Obrona Ligi Mistrzów - o tym wyzwaniu mówią wszyscy związani z Madrytem. Dlatego też Zidane od początki posłał do walki zawodników, którzy już w poprzednim sezonie tworzyli once de galę (poza Casillą, który wciąż zastępuje Keylora). Gospodarzy nie przestraszył się za to Jorge Jesus, który postawił na ofensywne rozwiązanie taktyczne, z Gelsonem na prawym skrzydle oraz Dostem na szpicy.

Samo spotkanie od jego pierwszych minut musiało mocno zaskoczyć tych, którzy się spodziewali, że Sporting nie sprawi Królewskim większych kłopotów. Liderzy ligi portugalskiej nie tylko dobrze utrudniali grę madrytczykom - można wręcz powiedzieć, że to oni prezentowali się lepiej. Już w drugiej minucie groźny strzał oddał Bruno Cesar, myląc się nieznacznie przy próbie zza pola karnego. Kilka minut później błąd w rozegrania Ramosa o mało co nie wykorzystał Gelson, decydując się na uderzenie ze skraju pola karnego i sprawiając nim sporo problemów Kiko Casilli.

Wysoki pressing ze strony Sportingu, a także dość wolne rozegranie Królewskich powodowało, że podopieczni Zizou nie mogli liczyć na nic więcej, niż indywidualne sprinty Bale'a. To Walijczyk jako pierwszy uderzał z ostrego kąta, a także on wywalczył rzut rożny, po którym do główki zdołał dojść Ramos. Na Portugalczyków było to jednak zdecydowanie zbyt mało.

Dalsze fragmenty meczu obfitowały w sporą intensywność i twardą grę w środku pola, co przekładało się na brak strzałów z obu stron. Na kolejne uderzenie trzeba było czekać aż do 37. minuty, kiedy to Cristiano zdecydował się na strzał z ponad trzydziestu metrów, z którym i tak poradził sobie Patricio. Ostatecznie w końcówce pierwszej połowy emocji było jak na lekarstwo i obie drużyny zeszły na przerwę z bezbramkowym remisem.

Druga połowa zaczęła się dla Realu najgorzej jak to możliwe, ponieważ od gola dla Sportingu. Sporą bierność w grze obronnej wykorzystał skrupulatnie Bruno Cesar, oddając mocny strzał po dalszym słupku, przez co Kiko Casilla nie zdążył z interwencją.

Bramka dla gości niestety nie podziałała w jakikolwiek pozytywny sposób na Real, który nadal był apatyczny i nie prezentował niczego godnego odnotowania. Bardzo słabe spotkanie rozgrywali Kroos, Casemiro, Cristiano czy Benzema i nic nie zapowiadało zmian na lepsze.

Jak się później okazało, odpowiedni impuls przyniosły dopiero zmiany: za Benzemę i Bale'a na murawie zameldowali się Vazquez oraz Morata. Ta dwójka z miejsca rozruszała ofensywę ekipy z Estadio Santiago Bernabeu, co wreszcie przyniosło okazje podbramkowe.

Najpierw co prawda blisko gola samobójczego był Coates, po tym, jak Marcelo bardzo mocno dośrodkowywał na Moratę, jednak chwilę później to Casemiro był tym, który minimalnie przestrzelił. Brazylijski pomocnik wydawał się zaskoczony tą okazją, przez co jego główka z kilku metrów przeleciała nieznacznie nad bramką.

Kolejne minuty bez gola spowodowały, że coraz częściej pod bramką Sportingu pojawiał się Daniel Carvajal. Hiszpan dwukrotnie doszedł nawet do pozycji strzałowej, lecz za każdym razem piłka lądowała na zewnętrznej stronie siatki.

Kiedy wydawało się, że Sporting dociągnie do końca gry jednobramkowe prowadzenie, to Real wreszcie rozpoczął remontadę. W 89. minucie przed polem karnym sfaulowany został Cristiano Ronaldo. Portugalczyk sam podszedł do rzutu wolnego i wykonał go najlepiej, jak to tylko możliwe, stawiając głównie na technikę i precyzję, przez co piłka ostatecznie pozostała poza zasięgiem Patricio.

To trafienie dodało Królewskim zdecydowanie skrzydeł, przez co ci jeszcze bardziej nasilili swoje ataki. Wreszcie na zegarze wybiła 94. minuta i tak naprawdę w jej ostatnich sekundach James, który zmienił wcześniej Kroosa, popisał się fenomenalną wrzutką na głowę Moraty, który uderzył na tyle mocno, że przełamał rękawice golkipera gości i dał Los Blancos upragnione prowadzenie. Chwilę później sędzia zakończył spotkanie.

Dzisiejsze starcie było typowym przykładem tego, jak Real nie powinien grać. Tak naprawdę dzisiejszy triumf jest dziełem rezerwowych oraz wielkiej woli walki, jednak samej jakości piłkarskiej brakowało nazbyt często. Pozostaje mieć nadzieję, że w niedzielę Real zaprezentuje się dużo lepiej.


Źródło: własne

Tagi: alvaro morata, Champions League, Cristiano Ronaldo, Liga Mistrzów, Sporting CP

Komentarze (3 opinie) Obserwuj Dodaj opinię

Poziom: 39
dodano: 14.09.2016, 21:37, #1 bruce_leee
Sporting pokazał jaja. Liczę że ok 70min opadną z sił:)
Poziom: 35
dodano: 14.09.2016, 23:34, #2 Darszt93
Powiedzmy że trafiłeś :) Chociaż tu raczej więcej dali zmiennicy. Lucas, James i Alvaro rozruszali grę!
Poziom: 46
dodano: 15.09.2016, 08:39, #3 krisu96
Zdecydowanie zgadzam się , Benzema był cieniem samego siebie , Alvaro wszedł i od razu gra z przodu się zmieniła
[x]Informujemy, że ta strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką plików cookies. W każdym czasie możesz określić w swojej przeglądarce warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies.