13

QUIZ

Zapraszamy do pierwszej części quizu o skrzydłowym reprezentacji Portugalii i Realu Madryt,... ROZWIĄŻ QUIZ

Podsumowanie 22. kolejki La Liga

Publicystyka Madridistka @05.02.2013 | Przeczytano 650 razy

Podsumowanie 22. kolejki La Liga

22 kolejka La Liga kojarzyć się będzie zapewne ze stratą punktów obu hiszpańskich gigantów, z golem samobójczym Cristiano Ronaldo i walką na noże (i ślinę) w starciu Atlético Madryt z Betisem. Zapraszam do lektury felietonu podsumowującego minione rozdanie w hiszpańskiej Primera Division. 

Osasuna zaczyna ligę, koniec Aritzodependencji

Kolejkę zainaugurowało Estadio Nuevo José Zorilla, na którym Valladolid podejmował Athletic Bilbao. Spotkanie zapowiadało się dość ciekawie (przynajmniej dla koneserów La Liga, bo nie zapominajmy, że angielscy ignoranci sądzą inaczej). Niewiadomą była forma baskijskich Lwów. Czy pokonanie Atlético Madryt to był tylko przypadek, czy może zwiastun rychłego powrotu do formy? Bardziej niecierpliwi i impulsywni ludzie już po kwadransie nie mieli złudzeń. Javi Guerra w ósmej minucie i Alberto Bueno, po dośrodkowani Antonio Rukaviny rehabilitującego się za samobójczego gola w starciu z Levante, w piętnastej. Ekipa z Kastylia-Leon prowadziła 2:0 i wielu postawiło krzyżyk na podopiecznych Marcelo Bielsy. Wtem, zaledwie po 420 sekundach kontaktowego gola (druga bramka w drugim kolejnym meczu) zdobył Oscar de Marcos. Warto dodać, że jest to obrońca. Na przerwę drużyny schodziły więc z wynikiem 2:1. Argentyński szkoleniowiec Athletiku musiał ich dobrze zmotywować, bo wypoczęci Baskowie w drugiej odsłonie zagrali dużo lepiej i zdołali wyrównać za sprawą Markela Susaety (który tak jak De Marcos, również strzelał Atlético). Asysta Aritza Aduriza, który był o tyle znaczącą postacią w tym spotkaniu, że wreszcie... Nie trafił do siatki. Tak, dobrze czytacie. Aduriz nie pokonał Daniego Hernandeza, co kibice widzący szklankę do połowy pełną, mogą odebrać jako początki końca Aritzodependencji, który do nie dawna był autorem 50% bramek dla Bilbao w tym sezonie. Kolejny raz Bask nie strzelił nic, a drużyna i tak nie przegrała. 

Walkę o życie stoczyły ze sobą Osasuna i Celta. Jak mówi trener tych pierwszych, José Luis Mendilibar, dla przybyszy z Nawarry liga dopiero się zaczyna. Po rozegra... To znaczy... Po odegraniu roli pachołków w meczu z Barceloną, dla Pampeluńczyków nadszedł kluczowy moment sezonu, ponieważ w najbliższych kolejkach 17 drużyna ligi zmierzy się z Mallorcą (19 miejsce), Saragossą (15), i pomijając Levante, z Bilbao (13), a teraz podejmowała u siebie Celtę Vigo (18). Jak łatwo zauważyć, są to zespoły z dołu tabeli, na których ekipa chcąca się utrzymać, powinna zdobywać punkty, bo nikt nie oczekuje, że "trójkę" Los Rojillos przywiozą z Madrytu czy stolicy Katalonii. Pierwszy krok oddalający ich od Segunda Division poczynił Armenteros, po którego golu w 55 minucie, podopieczni Mendilibara pokonali klub z Galicji. Był to najprawdopodobniej najgorszy mecz Celty w tym sezonie.

Bez większego echa przeszedł mecz Getafe z Deportivo. Kolejna drużyna walcząca o ligowy byt sprawiła radość Osasunie przegrywając z Getafe 3:1. Mimo prowadzenia po karnym wykonanym przez Pizziego, zespół z La Corunii sprokurował jedenastkę dla Kastylijczyków, a potem wpuścił jeszcze gole Alvaro i Colungi. Sytuacja Deportivo zaczyna się robić coraz gorsza, gdyż do miejsca nad kreską tracą już pięć punktów, a przed sobą mają spotkania z odradzającą się Sevillą, Realem, rewelacyjnym Rayo i Barceloną. 

Festiwal błędów

Bardzo ciekawy mecz odbył się na Cornella El Prat w Barcelonie gdzie Espanyol podejmował Levante. Mimo, że to drużyna z Walencji jest wyżej w tabeli, wielu stawiało na Pericos, którzy pod wodzą nowego trenera, Javiera Aguirre, mkną w górę tabeli. Pierwsza bramka padła po kuriozalnym błędzie Davida Navarro. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego gracz Levante chcąc wybić piłkę uderzył nią w kolegę z zespołu, Vincente Iborrę, a ta wpadła do siatki. Tak więc asysta i bramka należą do Żab, ale gol zapisany na konto Espanyolu. Podopieczni Aguirre nie byli jednak im dłużni jeśli chodzi o pomyłki. Fatalnie głową do bramkarza wycofywał Diego Colotto, a piłkę, która nie dotarła jeszcze do Kiko Casilli, przejął Ruben Garcia i wyrównał. Na plac gry wszedł w drugiej połowie Christian Stuani, który wraz z drugim Garcią, tyle że Sergio, okazał się kluczową postacią. Opatrzony w maskę Urugwajczyk wyprowadził Pericos na prowadzenie po podaniu swojego długowłosego kolegi, a dwie minuty później, długowłosy, po asyście zamaskowanego, pogrążył Levante. Żaby stać było na kontaktową bramkę Obafemiego Martinsa trzy minuty przed końcem spotkania, ale punkty zostały w Barcelonie.

O następnym spotkaniu wielu z was chciałoby pewnie zapomnieć, ale starcie na Nuevo Los Carmenes w sobotni wieczór zapisało się jako tako w historii. Pierwszego w swojej karierze gola samobójczego strzelił Cristiano Ronaldo. Jak głosi podtytuł, i tu miały miejsce błędy. Źle do Lópeza podawał Xabi Alonso, a ten ledwo uratował piłkę mknącą nieuchronnie w stronę rzutu rożnego (po którym nie daj Boże portugalski crack strzeliłby drugiego swojaka!). Nie można też zapomnieć o idealnej sytuacji Karima Benzemy, Francuz nie potrafił jednak trafić w prostokąt o wymiarach 2,44 na 7,32 metry stojąc kilkadziesiąt centymetrów przed nim. No cóż, tak bywa. Sensacyjnie Granada wyszarpała, wydarła i wybroniła zwycięstwo nad Realem Madryt, który był tak bezbarwny jakby go wyprano w Wizirze. Koloru nadawały Królewskim jedynie brudne plamy w postaci fatalnych błędów (patrz wyżej). 

Do klubu "zdemotywowanych", założonego nieformalnie przez Madrytczyków, dołączyła w niedzielne popołudnie Malaga. Los Boquerones potrafili odpowiedzieć na gola Heldera Postigi z Saragossy jedynie trafieniem Isco z rzutu karnego. Real i Andaluzyjczycy nie powinni myśleć, że każdy klub będący w dole tabeli położy się przed nimi i będzie bić pokłony, prędzej Dani Alves wyzna dozgonną miłość do Los Blancos

Nowe miotły już latają


Sevilli dobrze zrobiło wymienienie starej Zmiataczki na Nimbusa 2000 (dla niezorientowanych w temacie, są to modele mioteł z sagi o Harrym Potterze). Unai Emery podnosi stłamszoną brakiem kreatywności i uporem Michela drużynę z Estadio Ramon Sanchez Pizjuan. Coraz lepiej się tam dzieje. System z jednym defensywnym pomocnikiem w osobie Gary'ego Medela został zmieniony na ten z dwójką pivotów, czyli wspomnianym Chilijczykiem i Hedwigesem Maduro bądź Geoffreyem Kondogbią. W wyniku tego Rakitić otrzymał więcej swobody w kreowaniu akcji i grze do przodu co zaczyna przynosić efekty w postaci zwycięstw. Sevilla pokonała u siebie rewelację La Liga, Rayo Vallecano, po golach Chorwata i Alvaro Negredo, dla zespołu z Estadio Teresa Riveiro trafił jedynie z karnego Alejandro Dominguez.

Co już wiadome, ale warte kolejnego powtórzenia, to fakt, że Ernesto Valverde jest fachowcem z krwi i kości. Po nieudanym maratonie z Realem Madryt drużyna nie podłamała się i wróciła na drogę usłaną różami. Ostatnio z charakterem wywalczyła trzy punkty z Deportivo, a teraz powstrzymała Barcelonę. A raczej to Victor Valdes powstrzymał Nietoperzy, bo gdyby nie jego fenomenalna interwencja (tak, piszę o Valdesie) to Los Ches mogliby stać się drugą ekipą, która pokonała Katalończyków w lidze. Gole strzelali Ever Banega (który zrehabilitował się za to, że dzień wcześniej przybył na trening w stanie "nieświeżym") i Leo Messi z kontrowersyjnego, ale jednak prawidłowego karnego.

Niebo i Ziemia, czyli o francuskiej cierpliwości i hiszpańskim temperamencie


Sociedad wkracza na drogę zwycięstw. Baskowie musieli odbyć bardzo długą pielgrzymkę, by modlitwy zostały wysłuchane. Przymknęły się głosy, które na początku sezonu wyrzucały Philippe'a Montaniera. Francuz u progu swojej przygody z drużyną z San Sebastian, zniechęcał do siebie kibiców kładąc nacisk na defensywę. Pogromcy Barcelony grali nudno, grali brzydko. Jak się okazało, Montanier kładł solidne fundamenty, na których teraz stawia piękną willę (z basenem). Sociedad prezentuje ładną i skuteczną piłkę, wdrapało się na ósme miejsce w tabeli i traci jedynie trzy punkty (!) do pozycji premiowanej kwalifikacjami do Ligi Mistrzów. Tak, to drużyna, która w zeszłym sezonie walczyła jak lew o utrzymanie.

Kolejka zakończyła się z przytupem. Atlético podtrzymało passę zwycięstw na Vicente Calderon, która trwa od porażki z Realem Madryt w zeszłym sezonie. Gola na wagę trzech punktów w meczu z Betisem strzelił Diego Costa. Smaczku temu spotkaniu dodają boiskowe incydenty. Nie brakowało bójek, ostrych wślizgów z wyprostowanymi nogami, leciały przekleństwa, leciała nawet... ślina. Nieprzyzwoicie zachował się defensor gości, Antonio Amaya, który opluł zdobywcę bramki. Wydarzenia nie dostrzegł sędzia, ale pewnie zajmie się tym federacja. Co prawda Hiszpan przeprosił Brazylijczyka na Twitterze, ale niesmak pozostaje. 

A już niebawem...

W następnej kolejce warto zwrócić uwagę na cztery spotkania. W sobotę będące w górze tabeli, ale ostatnio zawodzące Levante podejmie... będącą w górze tabeli, ale ostatnio zawodzącą, Malagę. Później, odrodzona Sevilla przyjedzie na Santiago Bernabéu. W niedzielę ciekawie może być w Bilbao, gdzie Athletic zetrze się z Espanyolem. Nie można przegapić też mini derbów Madrytu, czyli meczu Rayo - Athletic.

Komplet wyników

Piątek, 1 lutego 2013

Valladolid 2:2 Bilbao

Sobota, 2 lutego 2013

Osasuna 1:0 Celta
Getafe 3:1 Deportivo
Espanyol 3:2 Levante
Granada 1:0 Real

Niedziela, 3 lutego 2013

Malaga 1:1 Saragossa
Sevilla 2:1 Rayo
Valencia 1:1 Barcelona
Sociedad 3:0 Mallorca
Atletico 1:0 Betis


Źródło: realmadryt.net

Komentarze (1 opinia) Obserwuj Dodaj opinię

Poziom: 44
dodano: 05.02.2013, 16:52, #1 -Arek-
Kolejka niespodzianek.
[x]Informujemy, że ta strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką plików cookies. W każdym czasie możesz określić w swojej przeglądarce warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies.